
Joasia jest żywym przykładem wyzwań, z jakimi mierzy się dziś tzw. pokolenie kanapkowe. Znajduje się w samym centrum życiowego spiętrzenia: z jednej strony dba o dorastające dzieci, męża i domowe ognisko, z drugiej – o mamę, która z powodu alzheimera coraz bardziej oddala się w ten niezrozumiały świat demencji. Pomiędzy tymi dwiema sferami jest jeszcze praca zawodowa i… ona sama, starająca się nie dać przytłoczyć tej ogromnej odpowiedzialności.
W relacji z mamą Joasię prowadzi niezwykle silna więź, ale też świadomość, że miłość nie może oznaczać samopoświęcenia. Każdego dnia uczy się trudnej sztuki wyznaczania granic. Wie, że jeśli „zachoruje” razem z mamą, stracą na tym wszyscy, dlatego z determinacją walczy o własny pion i zdrowie psychiczne. Co jest w Joannie niezwykle piękne to to, że mimo trudu opieki nad mamą, wciąż znajduje przestrzeń, by angażować się w pomoc innym – jakby pomaganie było jej sposobem na zaczerpnięcie tchu.
Decyzja o zamieszkaniu mamy w ośrodku była dla niej jednym z najtrudniejszych momentów w tej drodze, choć jest ona aktem dojrzałej miłości. Pozwala Halinie mieć fachową opiekę, a Joasi – pozostać córką, a nie tylko wycieńczoną opiekunką. To portret kobiety, która w środku życiowej burzy próbuje ocalić nie tylko wspomnienia o mamie, ale przede wszystkim – samą siebie.